poniedziałek, 14 maja 2012

Jak tu się patrzy, czyli z pamiętnika niemłodej lornetki

Rolleicord II b Mod. 3

Ponieważ niektórzy Koledzy mają do mnie żal, że usunąłem recenzje z pewnego śmiesznego forum internetowego, którego obecnie nawet kijem nie chciałbym dotknąć, pozwalam wkleić sobie kolejną recenzję mego autorstwa, która na owym forum, którego nazwę łaskawie przemilczę, przez jakiś czas egzystowała. Zapraszam zatem Szanownych Państwa do lektury. Aha, za wszelkie zniszczenia powstałe w Państwa przodomózgowiach, na skutek lektury, autor nie odpowiada.

Wystawiając swe rumiane jagody na działanie jesiennego słońca, pomyślałem sobie, że dawno nie napisałem żadnej recenzji. Poszedłem więc do socjalnego zaparzyć herbaty, a gdy wróciłem, siadłem do klawiatury i zacząłem pisać co następuje:



Rolleicord II b Mod. 3 jest średnioformatową lustrzanką dwuobiektywową (TLR - ang. twin reflex camera). Oznacza to, że posiada ona dwa obiektywy, jeden z nich służy co celowania i kadrowania (górny), natomiast dolny, posiadający wbudowaną migawkę, służy od uwieczniania pięknych okoliczności przyrody i ten, i niepowtarzalnych (jak by to ujął Sidorowski, dumny posiadacz aparatu Zorkij 5). To może tyle mianem wstępu, jednak gdybyście byli Państwo ciekawi historii aparatów marki Franke & Heidecke z Brunszwiku, polecam lekturę monografii profesora Bolesława, na tut. forum. (Niestety, aktualnie forum Aparaty tradycyjne nie istnieje, więc pozostaje obejść się smakiem.)


Kiedy pierwszy raz popatrzymy na aparat typu TLR, rzuca nam się w oczy ruchoma przednia płytka z dwoma obiektywami. Rolleicord II b Mod. 3  posiada górny obiektyw Heidoscop-Anastigmat  1:3,2 f=7,5cm. Obiektyw nie posiada mocowania bagnetowego. Dolny obiektyw - zdjęciowy to Triotar 1:3,5 f=7,5cm, jest to tryplet, co oznacza że ostrość na całej powierzchni kadru, zyskuje dopiero po przymknięciu do f/8. Aparat optyczny nie posiada powłok, co przy fotografowaniu pod światło, może skutkować różnego rodzaju odblaskami, jak i spadkiem kontrastu. Obiektyw posiada mocowanie bagnetowe filtrów typu Bay. I, do którego możemy z łatwością doczepić akcesoria od Yashiki. W obiektyw wbudowana jest migawka Compur (albo odwrotnie), która otwiera się z szybkościami od 1 do 1/300 sekundy. Dodatkowo posiada możliwość otwarcia w trybach T i B, które pracują bez naciągnięcia mechanizmu sprężynowego. Pod obudową migawki znajduje się dźwignia naciągu i zwalniania migawki. Aby napiąć mechanizm, należy dźwignię przesunąć w nasze praw, otwarcie migawki następuje po wychyleniu dźwigni w lewo. Migawkę można też wyzwolić z użyciem wężyka, wkręcanego w gniazdo po prawej stronie dźwigni. Przy ustawieniu trybów T i B, ruch w prawo jest niemożliwy. Migawkę można naciągać zarówno przed, jak i po ustawieniu czasu otwarcia, z wyjątkiem najszybszego czasu, tj. 1/300s. Po obu stronach obiektywu znajdują się dźwignie: nastawy czasów otwarcia migawki - po prawej i nastawy przysłon po lewej. Nad wspomnianymi dźwigniami znajdują się podpisane okienka, w których widać jakie wartości zostały wybrane. Ponieważ pomiędzy czasami 1/100s i 1/300s następuje przełączenie kontrolera, czuć przy zmianie lekki opór (dlatego właśnie nie powinno się wybierać tego czasu po naciągnięciu migawki). Przysłony przyjmują wartości od 3,5 do 22. Migawka nie posiada gniazda PC, co oznacza że nie jest możliwe korzystanie z lamp błyskowych, ani nawet spaleniowych podczas fotografowania tym modelem Rolleicorda. Nad obiektywem celowniczym znajduje się tabliczka z nazwą aparatu, na której znajduje się także numer seryjny aparatu, oraz dwa skróty: DRP i DRGM. Pierwszy z nich oznacza Deutsches Reichspatentamt czyli Urząd Patentowy Rzeszy Niemieckiej, a drugi Deutsches Reichs Gebrauchsmuster czyli Wzór Użytkowy Rzeszy Niemieckiej, określa to jednoznacznie, że aparat został wykonany przed 1945 rokiem.


Na prawej ściance aparatu znajdują się dwa pokrętła, licznik klatek i przycisk ustawiający tenże licznik na cyfrze "1". Pokrętło umiejscowione wyżej, to pokrętło przesuwu filmu. Pokrętło blokuje się po osiągnięciu kolejnej klatki, celem przewinięcia filmu po wykonaniu zdjęcia, należy wcisnąć przycisk w środku tejże gałki. Nieco niżej i bardziej z przodu znajduje się pokrętło ostrości. Posiada ono skalę od 0,8m do nieskończoności. Na tarczy nad gałką, znajduje się skala głębi ostrości z zaznaczonymi przysłonami 3,5, 8 i 16. Do pozostałych dwóch elementów wrócę za chwilę. 


Po drugiej stronie aparatu znajdują się dwie knopki, których wyciągnięcie umożliwia włożenie szpul nadawczej (na dole) i odbiorczej (na górze).



Aby założyć film, należy na spodzie aparatu odciągnąć lekko blaszkę, kończącą się z jednej strony noskiem z dziurką, a z drugiej strony gwintem statywowym. Po otworzeniu aparatu odciągamy dolną knopkę, dzięki czemu możemy wyjąć pusta szpulę, na który nawinięty był poprzedni film i przełożyć ją na górę. Lekkie przekręcenie gałek, powoduje że nie wracają one automatycznie na swoje miejsce, dzięki czemu możemy operować dwiema dłońmi. Kiedy już mamy założony film, a koniec papieru ochronnego jest już lekko nawinięty na górną szpulę odbiorczą, zamykamy pokrywę komory filmu i przesuwamy żaluzję znajdującą się po lewej stronie gwintu statywowego. Przewijamy do momentu, w którym w czerwonym okienku pojawi się cyfra "1" dla formatu 6x9. Zamykamy wówczas okienko, wciskamy blokadę w pokrętle przewijania filmu i trzymając ją wciśniętą, przesuwamy kasownik licznika w dół. W okienku licznika pojawia się wówczas cyfra "1", dalsze numery klatek naliczane są automatycznie. Ze wspomnianym sposobem ustawiania pierwszej klatki wiąże się pewne ryzyko, zwłaszcza przy używaniu filmów kolorowych, nawet o czułości 100ASA. Otóż przez wspomniane okienko, nawet podczas stania w cieniu, wpada wystarczająco dużo światła, żeby naświetlić na czerwono brzeg filmu. W przypadku używania filmów czarno-białych, ów problem nie jest aż tak widoczny.



Na tylnej ściance (pokrywie komory filmu, która jest notabene demontowalna) znajduje się prosta tabela naświetlań. W pierwszym wierszu od góry znajdują się wartości przysłon. W pierwszej kolumnie natomiast, znajdują się opisy warunków oświetleniowych. Dzięki tej tabeli nie jesteśmy skazani ani na światłomierz, ani na regułę "słońce 16". Tabela się sprawdza dla filmu o czułości 18DIN (50ASA) w okresie od maja do sierpnia w godzinach od 9AM do 3PM. w miesiącach marzec-kwiecień, wrzesień-październik należało wydłużyć ekspozycję dwukrotnie, podobnie podczas używania filmu 15DIN (25ASA), a także wtedy, kiedy nie było słońca.

Nad tabelą znajduje się haczyk blokujący kominek. Po odciągnięciu haczyka, kominek rozkłada się sprężynowo. Kominek osłania od bocznych promieni matówkę szklaną - czystą. Nie posiada ona ani rastrów, ani soczewki Fresnela mimo to jest dość jasna (no dobra, przesadzam, ale jest niewiele ciemniejsza od matówki w Yashice D), tylko w rogach następuje dramatyczne zaciemnienie. Kominek wyposażony jest także w lupkę, umożliwiającą dokładne ostrzenie. w komorze lustra znajduje się ruchomy mechanizm, który podczas ostrzenia odpowiedzialny jest za przemieszczanie się blaszek na górze i dole matówki, które niejako wprowadzają korekcję paralaksy.  Po prawej stronie kominka, znajduje się dźwignia po przesunięciu której (do góry), rozkłada się lustro i możliwym staje się celowanie z wysokości oka patrząc przez dwa powiększające szkiełka. Celownika sportowego, znanego z innych konstrukcji TLR w tym aparacie brak.



Ogólnie aparat jest konstrukcją dość udaną, o czym świadczy mnogość powojennych kopii, produkowanych w kraju kwitnącej wiśni, jak choćby wspomniana Yashica D i w zasadzie ciężko w jego przypadku ciężko mówić o jakichkolwiek plusach ujemnych. Chyba że ktoś koniecznie musi mieć samoostrzenie i samoczynne ustawianie naświetlania. 



Na zakończenie przedstawię Państwu trzy zdjęcia wykonane opisywanym aparatem:


NOVA!
kodak ektar 100 w epsonscanie


NIB
neopan 400 w rodzinalu


stairway to heaven
neopan 400 w rodzinalu



Dziękuję za uwagę.
Wasz Fotomutant

Pierwsze koty za płoty

Długo to trwało, ale się w końcu zdobyłem i kit tetenala do C-41 na pół litra sobie rozcieńczyłem. Wołałem w jobo 1520, ręcznie w łaźni wodnej w zlewie ceramicznym pewnej szwedzkiej sieci meblowej. Temperaturę mierzyłem termometrem patersona, przewrotki non stop ręcznie. Nie mam dokumentacji zdjęciowo-medialnej, ale wierzcie mi, że wyszło zacnie. Negatywy już się prostują i przy najbliższej okazji wrzucę je na skaner. Teraz czas na proces RA-4 i E-6, ha!

czwartek, 10 maja 2012

czwartek, 22 marca 2012

Ściemnia

Własna ściemnia to jest to. To nie żarty. Oczywiście nie jest to dla Was żadnym nihil novi, jak mawiali starożytni Rzymianie. Dla mnie też nie. Natomiast zupełnym novum jest dla mnie ściemnia stacjonarna, dostępna z korytarza. Ot, kończę zmywać naczynia, i zamiast wejść do kajuty, którą ma po lewej ręce, idę prosto do ściemni. A tam inny świat. Od progu oczekuje na powiększalnik, dalej "mokry stół", koreks, chemia... jednym słowem żyć nie umierać. A gdyby tego było mało, na półce pod sufitem mam wiertarkę, udarową, zawsze można powiercić. Tak czy siak wdzięczny jestem projektantowi, że przewidział dwie łazienki, z których jedną mogłem przeznaczyć na ściemnię. Wdzięczny też jestem mej kochanej Małżonce, że na ową adaptację pozwoliła. Kończę zatem staropolskim "adoptuj, adaptuj i ulepszaj" i udaję się trochę pościemniać.


Tally Ho!


Olympus OM-2n, Zuiko Auto-W 2,8/28mm

ilford hp5+ 400@400
tetnal ultrafin plus 1:6
20°C 16'45'' (n+4, x1,4)
0-1"+1x/30''

wtorek, 14 lutego 2012

OMMMMMMMMMM

Dziś walentynki. Święto patrona chorych psychicznie i innych epileptyków. Myślę, że dziś idealnie będzie pasować recenzja aparatu, podczas zakupu którego musiałem być niespełna rozumu, lecz potem się w nim zakochałem, jeśli można tak to ująć. Zatem "kapela tuż!"

Olympus OM-2n
Szanowni Państwo! Dziś przedstawię Państwu legendę przez duże N, obiekt kultu otoczony takim kultem, że niejednokrotnie notowano cudowne uzdrowienia i wielokrotne objawienia w miejscowościach takich jak: Bączal Górny, Bącza Kunina i Kobyle (caco). Normalnie z wypiekami na twarzy spytalibyście się, co nam tu kolega chce opowiedzieć, ale się nie spytacie, bo przecież tytuł jest widoczny, niczym złocista strużka moczu nietoperza w ciemności. Oczywiście i nietoperz i jego strużka są w ciemności, ale ja ich z tej ciemności wydobędę na światło słońca, niczem mityczny speleolog Tezeusz wydobył Ariadnę z labiryntu po nitce do kłębka.


Trutu trutu, garść suchych informacji
Olympus OM-2n objawił się pospólstwu i gawiedzi w roku 1979 jako rozwinięcie, a właściwie udoskonalenie niejakie modelu OM-2. Aparaty różniły się zasadniczo i kosmetycznie. Zasadniczo to sposobem współpracy z lampami błyskowymi, a kosmetycznie to tylko kosmetycznie. Modele OM-2 i OM-2n posiadały migawkę płócienną o przebiegu poziomym, sterowaną elektronicznie. Do tego posiadały one tryb automatyczny, a właściwie to reżim preselekcji przysłony. Co to znaczy, wie każdy kto miał w ręku aparat inny niż Zenit lub Canomatic, a jak nie wie, niech skorzysta z Wikipedii. Na pewno jest coś o tym, sprawdzałem dziś rano więc wiem lepiej. Więcej sucharów stricte technicznych nie chce mnie się pisać, można je bowiem znaleźć w każdym zakątku sieci, nawet na forach dla kucharek kolonijnych, słowo! jak pragnę podskoczyć. To może tyle, bo nieskoordynowany dziś jestem, ale to wina JanUSA, bo coś wspomniał o ADHD, którego nie mam, bo przecież nie istnieje.
Aha, o Olympusach jeśli się pisze, to tylko dobrze. Dlatego właśnie postanowiłem kupić jednego, żeby się na własnej skórze przekonać, żeby wetknąć swój brudny paluch w migawkę, niczym biblijny Tomasz. Czy się przekonałem, dowiedzą się Państwo w późniejszym terminie.

Rzuty na matę, czyli jak w weekend się nauczyć karate
Tradycyjnie recenzja będzie się składać ze zdjęć na niebieskim tle i jakiegoś tekstu do tego. Jeszcze nie znudzeni? No to pajechali, jak mawiali starożytni Rosjanie.
Fig. 1
Rzut klasyczny na lewy przedni bok. Dzięki temu łamiemy przeciwnikowi żebra, które przy odrobinie szczęścia mogą doprowadzić do przebicia osierdzia. Przebicie zależne od przyłożonego napięcia, należy jednak pamiętać, że powinno być nie mniejsze niż 350V.

W rzucie tym, rzuca się w oko, lub nawet w oczu oboje, gniazdo PC synchronizacji lampy z pierścieniem umożliwiającym wybranie jednej z dwóch nastaw: FP - synchronizacja z szybkimi czasami migawki (1/60 - 1/1000), X (niewidoczny lecz wybrany) z czasami pozostałymi. Natomiast na dole, na wysokości plakietki MD, widać napis B LOCK, a poniżej niego przycisk blokady, którego wciśnięcie odblokowuje blokadę pierścienia czasów, przez co możliwym jest ustawienie i wybranie trybu B. Na obiektywie, na godzinie powiedzmy 1:27AM widzimy przycisk, umożliwiający swobodne odłączenie obiektywu od ciała aparatu. Aha, MD to skrót od Motor Drive, czyli że można jeździć motorkiem i jednocześnie fotografować. Taka opcja dla cyrkowców sowieckich, prawda. Albo indyjskich, tych od beczki strachu.

Fig. 2
Rzut przedni na prawo, stosowany często przez samurajów, ugodzonych dzidą podczas szarży kawaleryjskiej.
 
W tym momencie do naszej jaźni dociera imaginacja napisu OM-2n, obok którego, inaczej niż w innych aparatach, znajduje się pokrętło blokady zwijania powrotnego filmu, oznaczone jako R plus czerwona strzałka do góry. Pokrętło owo, umożliwiało wykonanie wielokrotnego naświetlenia jednej klatki. Aby dokonać tej sztuczki, należało przekręcić ową knopkę w zalecanym kierunku, a następnie trzymając ją, należało naciągnąć migawkę dźwignią po temu przeznaczoną, w wyniku takiej ekwilibrystyki, naciągana była migawka, natomiast film trwał niewzruszenie na straży pokoju. Chyba że się przebywało w plenerze, wtedy stał niewzruszony jak skała, na przykład maczuga Heraklesa w Ojcowie. Poniżej, pokrętła, nie maczugi, znajduje się dźwignia samowyzwalacza. Dźwignię można było naciągnąć do pełna, czyli do dołu, lub na pół gwizdka, lub nawet na wartość pośrednią. Dzięki takiej różnorodności, uzyskujemy na oko czasy opóźnienia od ca. 4 sekund (90°), przez ca. 8 sekund (120°) do ca. 12 sekund (180°). Przycisk, a konkretnie dźwigienka, zwalniania samowyzwalacza, odtajnia się po przekręceniu dźwigni głównej samowyzwalacza. Co ciekawe, możemy samowyzwalacz w każdej chwili wyłączyć, a potem włączyć i tak w kółko do woli.  Wspomnieć też należy o przycisku podglądu głębi ostrości, który znajduje się na obiektywie w porze dziennika telewizyjnego, tj. 7:30PM.


Fig. 3
Leżenie na plecach. Każdemu się przecież należy chwila odpoczynku, podczas intensywnego treningu.

Tak trochę dla rozładowania emocji i uspokojenia tętna przyjrzymy się obecnie spodowi aparatu, żeby nie powiedzieć dnu. Zatem mamy tu od lewej: pokrywkę sprzęgła, pokrywkę baterii (2x LR44, lub 2x SR44, lub CR1/3N aka. 2L76 aka 2LR44), jasny gwint statywu i dwa styki, mające na celu komunikację z przewijaczem, z angielska zwanym winderem lub motor drive'm zwanym. Od innych aparatów z tamtego okresu, spód różni się brakiem przycisku zwalniania blokady zwijania powrotnego, ale o tym była już mowa.

Fig. 4
Rzut z góry. Do jego wykonania potrzebna będzie bombarda lub rusztowanie i wielki stos poduszek. Rzut ów zapewnia największe zniszczenie i pożogę, o czym przekonali się niejednokrotnie obrońcy oblężonych miast, od Troi począwszy, a na Leningradzie skończywszy
Ilość pokręteł, dźwigni i pierścieni jest tak przeogromna, że nie wiem od czego zacząć. Więc zacznę może od tego, że na początku było Słowo, WRÓĆ! Od lewej zacznę, aby tradycji stało się zadość, a głupiemu radość. No więc mamy korbkę zwijania powrotnego filmu, aktualnie sprytnie złożoną, aby w oko się nie dziubnąć, następnie pod napisem OM-2n mamy dźwignię z trzema nastawami OFF - wyłączony, MANUAL - tryb ręczny, AUTO - tryb automatyczny, a właściwie preselekcji przysłony. Jest też czwarta droga, która jest tylko wychylna, a opisana jest jako CHECK - RESET. Służy ona do skontrolowania stanu naładowania baterii, oraz do opuszczenia lustra, które ma taki nawyk, że jeśli baterie są słabe, podnosi się i nie opada, do czasu aż właściciel tego cudaczka nie wymieni baterii na nowe i nie popchnie tej dźwigni na manowce, wtedy lustro opada, z Niebios wysuwają się trąby, a zastępy aniołów śpiewają hosanna. Serio! Sam osobiście słyszałem. Już do tematu wracam. Dalej mamy obudowę pryzmatu, a na tejże obudowie mamy gwint i gniazda stopki lampy błyskowej typu SHOE 4. Stopkę, kiedy nieużywana, można odkręcić, nie wiem po co, ale wiem że można. Przebrnąwszy przez osłonę pryzmatu, napociwszy się tą wyprawą niczym słonie bojowe Hannibala w Alpach, ześlizgujemy się ku słonecznej dolinie, w której na nas oczekuje, niczem samotna strażnica na rubieży, pokrętło służące do nastawiania czułości filmu, oraz korekcji naświetlania. Czułości ukryte pod kapslem, rozciągają się od 12 do 1600 ASA. Naświetlanie możemy natomiast korygować w zakresie od -2EV do +2EV, przeskakując zwinnie o 1/3EV każdorazowo. Minąwszy bezpiecznie i bez uszczerbku ową nastawnię, docieramy do spustu migawki z gwintem tradycyjnym, pasującym do tradycyjnego wężyka, a i jego minąwszy docieramy do dźwigni naciągu filmu i migawki zarazem, chyba że nie i do licznika klatek. Dalej już tylko przepaść, analogiczna do gibraltarskiej skały, gdyby nie jeden fakt, że to nie w tę stronę. Pozostaje nam jeszcze omówić jeden element, a mianowicie pierścień nastaw czasów migawki. Znajduje się on nie tam gdzie zwykle, lub nawet niezwykle, ale w miejscu zupełnie nieoczekiwanym, bo wokół bagnetu mocowania obiektywu. Czasy jakie możemy z jego pomocą wybrać mieszczą się w zakresie od 1 sekundy do 1/1000 sekundy, plus wspomniany uprzednio reżym B. Podczas pracy w trybie preselekcji przysłony, opierścień może być ustawiony na dowolny czas, z wyłączeniem trybu B, bowiem ma on naonczas pierwszeństwo.

Fig. 5
Rzut na plecy. Przed prawidłowo wykonanym rzutem na plecy, nie obronią nawet pasy gorczyczne, zawczasu - a przezornie o poranku założone. Ten rzut, to swoisty szachmat każdej podwórkowej bójki na sztachety i deski z gwoździem.

Gwałtowny upadek na kość ogonową, co bezbłędnie wiąże się z podrażnieniem nerwu błędnego, a co za tym idzie wstrzymaniem akcji serca i oddechu, powoduje, że trochę spokojniej przyjrzymy się plecom aparatu. Mamy tu lampkę okoloną czarnym tworzywem, która to lampka po przesunięciu dźwigni opisanej wyżej w pozycję CHECK - RESET, powinna świecić światłem czerwonym ciągłym (stój! jazda manewrowa zabroniona). Kiedy zaczyna świecić światłem czerwonym przerywanym (stój! absolutny zakaz wjazdu do tunelu), wiedz że coś się dzieje i że masz przygotować nowe baterie, najlepiej dwie SR44. Mamy tutaj też przypomnienie nad wizjerem, którą stopkę można wkręcić, a na drzwiczkach komory filmu, znajduje się kieszonka na karciochę pamięciochy (w tym przypadku rossmann 200 - made in Japan). Między przypominaczem błyskowym, a filmowym znajduje się wizjer, o którym to słów pozwolę sobie klepnąć kilka. Otóż wizjer to jeden z największych atutów tego aparatu (i całej jednoliterowej serii OM). Pokrywa on bowiem 97% kadru przy powiększeniu 0,92x (obiektyw 50mm ustawiony na nieskończoność), jeszcze żeby był tak jasny jak w AE-1 PROGRAM, to fotografować nie umierać. W wizjerze oprócz obrazu, znajduje się wskazówka światłomierza oraz skale, które mają tendencję do znikania, kiedy aparat wyłączy się. Przy ustawieniu dźwigni reżymowej na tryb MANUAL, a lewej strony pojawia się wypustka na której jest "+ i -", jak w tej piosence Kalibra 44.  Celem gracza, jest takie majdrowanie pierścieniami przysłon i czasów, aby wskazówka potulnie wpełzła między te dwie skrajności. Kiedy natomiast ustawić dźwignię na reżym AUTO, oczom nałogowca ukazuje się drabinka (z przeźroczystym napisem AUTO na niebieskim tle), identyczna jak Jakubowi we śnie, tyle że zamiast aniołów są tam wskazywane czasy, jakie aparat dobrał do zadanej przez nas przysłony.  Czasy długie, niepolecane z ręki, zaznaczono na niebiesko. Przy zbyt obfitym naświetlaniu, wskazówka wznosi się nad drabinkę i ląduje z strefie spadkowej, oznaczonej czerwonym polem. W wizjerze pojawia się też taka jakby nibynóżka, która zamiast głowy (bo na taką nóżką jest na niby) ma bąbla z symbolami "+ i -", a celem jej jest natrętne przypominanie o wprowadzonej korekcie ekspozycji. Legenda miejska głosi, że jest też dioda informująca o kolaboracji z lampa błyskową, ale jako że nie mam lampy z dedykacją, więc udam, że nic na ten temat nie wiem. Ale to się zmieni, bowiem dziś właśnie dotarła od mnie lampka T-20, którą nabyłem od forumowego kolegi.

Fig. 5a
Niespodziewany upadek na trawę niejednokrotnie kończy się rozpięciem tornistra, z którego wysypują się kredki i cyrkle oprawców. Będąc w tak zwanym parterze, można się pokusić o przechwycenie wrażego cyrkla i wrażenie go w udo wroga, najlepiej w tętnicę tamże.

 
Na omawianym fotogramie naszym oczom ukazują się trzewia, skrzętnie kryte pod chitynowym pancerzykiem aparatu. Od prawej, albo nie, od lewej mamy: komorę na kasetę z filmem, migawkę płócienną (dziadostwo! - to się do prasy nadaje) gumowaną, poniżej i powyżej której znajdują się prowadnice filmu, minąwszy zębatkę licząco-napinającą ujrzymy tuż pod nią mosiężny kontakt zapisodanopleców (1,2,3) 4 (Recordata Back (1,2,3) 4), która zapisuje wszelakie informacje na filmie i nie tylko. W prostej linii powietrznej nad stykiem, jest dzyndzel kasownika licznika. Na samym końcu widzimy szpulę odbiorczą, na którą film nawijanym jest.

Fig. 6
Rzut z jednoczesnym zagłębieniem się w trzewiach delikwenta.
Na tym zdjęciu widać lustro, a przed nim, na spodzie komory lustra, widać dwa gruzły, w których ukryte są dwa czujniki krzemowe, mierzące światło odbite od powierzchni filmu lub specjalnej powierzchni migawki w trybie samoczynnym. Pacz Pan jaki chytrus!
 
Podsumowanie, czyli jak się wzbogaciłem o 50 øre norweskich

Siedzę już pięć godzin i gapię się w okno, próbując znaleźć jakieś wady olympusa OM-2n i nie mogę. Znaczy mogę, bo bateria na przykład, i wskazówka zamiast diod, i coś tam jeszcze, na przykład uchwyt by się przydał, ale to takie wady, które nie dyskwalifikują aparatu w oczach użyszkodnika, ani nie przechylają szali zwycięstwa na stronę innego aparatu. Gdybym miał więc, stawić w szranki i konkury opisany wczoraj AE-1 PROGRAM z bohaterem dzisiejszej epopei, zasądził bym remis, z lekką przewagą OM-2n. Ale doprawdy niewielką. Taką tyci - tyci.

Na koniec kilka zdjęć oponentów startujących w niedzielnych wyborach parlamentarnych:


OM-2n vs AE-1 PROGRAM

OM-2n vs AE-1 PROGRAM

OM-2n vs AE-1 PROGRAM

OM-2n vs AE-1 PROGRAM

Tańcowały dwa Michały, jeden duży - drugi mały.

Zuiko AUTO-W 2,8/28 vs. Canon nFD 2,8/28

Zuiko AUTO-S 1,8/50 vs. Canon FD 1,8/50

Zuiko AUTO-T 3,5/135 vs. Canon FD 2,5/135

Zuiko AUTO-M 3,5/50 vs Canon 3,5/50 MACRO nFD
Zuiko AUTO-M 3,5/50 vs Canon 3,5/50 MACRO nFD

I na koniec czarny Olek:

rossmann 200, negfix8

 
Na tym kończę i dziękuję za uwagę.

Dobranoc!

wtorek, 31 stycznia 2012

Było akrdeonistów wielu...

Było akrdeonistów wielu...


Voigtländer Bessa Meßsucher

Voigtländer Entfernungsmesser Bessa


Przedmiotem dzisiejszej recenzji jest miechowy, składany aparat średnioformatowy marki Voigtländer Bessa znany też (nieoficjalnie) jako Meßsucher, e-messer, rangefinder lub też super-bessa. Jest to bodajże pierwszy aparat Voigtländer'a wyposażony w dalmierz (stąd te nazwy dodatkowe). Model ten wszedł do produkcji w roku 1936 i był produkowany do 1949 r. kiedy to pojawiła się w ofercie firmy Bessa II. Aparat (według takich czy owakich) należy do tak zwanych rarytasów, co oznacza że na serwisach aukcyjnych pojawia się dość rzadko i choć nie osiąga cen astronomicznych, to jednak za egzemplarze w dobrym stanie potrafią handlarze nieco krzyknąć.

Skład surowcowy


Jak wcześniej wspomniałem, aparat zalicza się do bardzo popularnej przed wojną grupy aparatów mieszkowych, składanych z angielska zwanych "folding cameras" lub w skrócie "folderami". Złożony aparat ma wielkość (w zależności co kogo kręci) dużej piersiówki tudzież cygarnicy na habańskie skręty.

Fig. 1
Górna część aparatu w stanie złożonym
Fig. 2
Górna część aparatu w stanie rozłożonym

W stanie złożonym podczas oględzin aparatu widzimy na górze po lewej pokrętło nastawiania ostrości wraz ze skalą głębi ostrości, natomiast po prawej widzimy mały cyngwajs, po przekręceniu którego, przy użyciu opuszka kciuka, w wizjerze pojawia się ramka służąca do kadrowania w formacie 4,5x6cm, albowiem o czym do tej pory nie wspomniałem, bessa e-messer jest aparatem dwu formatowym 4,5x6cm i 6x9cm.

Fig. 3
Dolna część aparatu w stanie rozłożonym

Patrząc na spodnią część aparatu widzimy z jednej strony gwint statywowy 3/8" tj. starego typu, natomiast z drugiej strony widzimy składany motylek, służący do przewijania filmu. Obok motylka umiejscowił się mały chromowany guzik, który służy do rozkładania aparatu do pozycji roboczej.

Fig. 4
Tylna ścianka aparatu
Fig. 4a
To samo, tylko w pionie
Na tylnej ściance aparatu widzimy dwa okienka zabezpieczone czerwonym celuloidem wraz z pokrętłem żaluzji, która zabezpiecza wnętrze aparatu przed permanentnymi promieniami słonecznymi. Okienko usytuowane z lewej strony, służy do odliczania klatek zarówno formatu 6x4,5cm, jak i 6x9cm, okienko prawe, tak naprawdę zlokalizowane na środku,  wykorzystuje się do odliczania klatek 4,5x6cm. W praktyce wykorzystuje się te okienka następująco (jeśli mamy maskę 4,5x6cm i ją wykorzystujemy): nastawiamy na lewe okienko nr. 1, po wykonaniu zdjęcia przewijamy film do momentu aż ten sam numer, tj. 1 w tym przypadku, pojawi się w prawym okienku, robimy zdjęcie, przewijamy do dwójki w lewym, itd. Natomiast podczas fotografowania w formacie 6x9cm, prawe okienko pomijamy w rozważaniach i liczymy tylko w lewym okienku. Nad pokrywą komory filmu znajdują się dwa okienka, po lewej na środku znajduje się okienko dalmierza, natomiast po prawej okienko celownika.

Fig. 5
Wnętrze aparatu po dogłębnym otwarciu

Fig. 5
To samo, tylko bliżej
Po otwarciu pokrywy filmu (zwolnienie blokady znajduje się po prawej stronie pod paskiem) widzimy po lewej miejsce na szpule nadawczą, po prawej miejsce na szpulę odbiorczą. W pokrywie komory, pod płytką dociskową, ukryta jest ruchoma żaluzja, która zostaje unieruchomiona przez wkładkę do formatu 4,5x6cm, dzięki czemu oba okienka kontrolne są stale widoczne.

Obracając aparat frontem do siebie, w stanie złożonym zauważymy na pokrywie miecha: gwint statywowy 3/8" oraz rozkładaną podpórkę, dzięki której można postawić w pionie rozłożony aparat. Nad pokrywą widzimy trzy okienka, skrajne lewe okienko wizjera, dwa środkowe to okienka dalmierza.

Fig. 6
Przednia ścianka aparatu złożonego
Fig. 7
Aparat rozłożony widziany od przodu.
Po rozłożeniu aparatu, przy pomocy małego guzika na spodzie, oczom naszym ukazuje się miech zwieńczony migawką z obiektywem. Jednocześnie z otwierającej się klapy wysuwa się spust migawki, który można wcisnąć palcem wskazującym lewej ręki, nie odrywając tejże od aparatu. Migawka wbudowana w ten aparat to Compur-RAPID, która realizuje czasy T, B (bez naciągania) oraz 1s - 1/400s. Migawka posiada naciąg niezależny od naciągu filmu, co sprawia, że trzeba mieć się na baczności i stale pamiętać o przewinięciu filmu do następnej klatki. Migawka posiada też samowyzwalacz. Na marginesie dodam, że migawka Compur-RAPID została skonstruowana w 1935 r., a Voigtländer wykorzystał ją już w następnym roku. Świadczy to o dużej innowacyjności tej firmy, jednej z najstarszych na rynku fotograficznym. W egzemplarzu który posiadam, zastosowano obiektyw Helomar 10,5cm F=3,5 (oznaczenie oryginalne). Jest to prosty tryplet Cooke'a. Oprócz niego montowane były obiektywy Skopar (w układzie Tessar) i Heliar (nazwa patentowa Heliar tj. udoskonalony anastygmat, w którym przednia i tylna soczewka zastąpione są elementami dwusoczewkowymi), oba o takiej samej ogniskowej i takim samym otworze względnym co wspomniany Helomar. Jakość obiektywów jest łatwa do przewidzenia, najgorszy to Helomar, potem jest Skopar i najlepszy to Heliar. Najmniejsza możliwa przysłona to f/22. Na obiektywie znajduje się umieszczony na zawiasie filtr żółty. Jest to element, który odróżnia modele przed- i powojenne. Otóż  aparaty produkowane (wg. niektórych źródeł) w latach 1947 - 1949 nie posiadają tego filtra. Obiektywy stosowane w tym aparacie, pozbawione są powłok.

W tym momencie kiedy mamy już dokładnie omówioną budową morfologiczną aparatu, czas przejść do jego fizjologii i anatomii.

Aromat identyczny z naturalnym


Należy pamiętać aby, ze względów ogólnie pojętego bezpieczeństwa i higieny pracy, wszelkimi knopkami majdrować tylko wtedy, gdy aparat rozłożonym jest. Zwłaszcza się to tyczy pokrętła dalmierza, inne zresztą gałki, ukryte są w trzewiach aparatu. Podczas otwierania pokrywy, należy asekurować jej ruch dłonią, aby nie wystrzeliła nam, co może w najlepszym przypadku grozić zerwaniem miecha, a w najgorszym spadnięciem kamery na trotuar.
Celowanie odbywa się wspomnianym przeze mnie wcześniej celownikiem. Jest to prosty celownik Newtona bez ramek, co skutkuje przy kadrowaniu z bliska błędem paralaksy, często dość sporym. Najlepiej z praktycznego punktu widzenia jest celować okiem prawym, natomiast okiem lewym patrzeć w okienko dalmierza. Teraz słów kilka o ostrzeniu. Aparat wyposażony jest w dalmierz koincydencyjny - dzielonego pola. W wizjerze widzimy dwa lusterka, jedno nieruchome, drugie ruchome, sprzężone z pokrętłem dalmierza. Gdy dalmierz nie jest ustawiony na prawidłową odległość, obraz widziany przez nas w celowniku dalmierza jest podwójny. Po uzyskaniu odpowiedniej odległości obraz jest pojedynczy. Pokrętło dalmierza sprzężone jest z obiektywem, co więcej podczas ostrzenia przesuwa się cały obiektyw, a nie tylko jego przedni element, co sprawia że własności obiektywu są niezmienne niezależnie od nastawy odległości. Kiedy już ustawimy odległość i skadrujemy obraz, możemy nastawić ekspozycję. Czasy migawki wybiera się przy użyciu pierścienia widocznego od przodu aparatu. Należy pamiętać, aby wykonać to przed naciągnięciem migawki, mimo że firma F. Deckel zapewniała, że ten model migawki tj. Compur-RAPID może być nastawiany zarówno przed, jak i po naciągnięciu migawki. Ostrzegano tylko przed manipulowaniem najszybszym czasem tj. 1/400s po naciągnięciu migawki. Ponadto proszę pamiętać, że przejście z czasu 1/200s do 1/400s wymaga lekkiego przyłożenia siły. Jest to normalny objaw, który nie powinien nas nadto niepokoić i był opisywany w instrukcji obsługi do tego aparatu. Podobny opór stawia też dźwignia nastawy czasów w migawce COMPUR, zamontowanej w Rolleicordzie II b mod. 3, podczas przekraczania bariery 1/100s - 1/300s. Naciąg migawki pracuje do dwóch położeń. Naciągając migawkę do położenia pierwszego (dźwignia powraca do pozycji spoczynkowej dopiero w momencie wyzwolenia migawki) możemy ją wyzwolić natychmiastowo. Naciągając migawkę do pozycji drugiej, pokonując niejaki opór, naciągamy samowyzwalacz, przez co zwolnienie migawki spustem tudzież wężykiem, daje nam opóźnienie ca. 10 sekund, dzięki czemu fotoamator może zająć miejsce wśród bliskich u wrót ruczaju. Tryby T i B nie wymagają naciągania migawki, wystarczy wcisnąć spust migawki, tudzież wcisnąć wężyk wkręcony w gniazdo. Po wykonaniu niezapomnianego ujęcia, dobrze jest przewinąć film do następnej klatki.
Po skończonych zdjęciach należy złożyć aparat. W tym celu wciskamy chromowaną blaszkę widoczną obok zawiasu filtra, jednocześnie przykładając wektor siły do krawędzi klapy. Zatrzaśnięcie się blokady potwierdza staromodne "klik".

Summa summarum


Kończąc ten kulawy i przydługi wywód, pragnę napisać o swoich odczuciach, w pełni subiektywnie i na własną odpowiedzialność.
Aparat mnie zachwycił, nie ukrywam. Po pierwsze tym, że można go złożyć i spokojnie wsunąć do kieszeni palta lub spodni typu cargo. Od biedy zmieści się także w kieszonce na plecach, którą każdy kolarz w obcisłym trykocie posiada. Właśnie ta mobilność to jest to, co jest największym atrybutem folderów. Po wtóre aparat jest bardzo przyjemny w obsłudze, zwłaszcza poddany gruntownemu czyszczeniu i konserwacji, odwdzięcza się nam bezstresowym funkcjonowaniem. Tercjo: dzięki dużemu formatowi klatki, niewielkie niedoskonałości obiektywu (zwłaszcza rzecz się tyczy Helomara) nie doskwierają aż tak bardzo.
Jeśli chodzi o minusy, to ja nie dostrzegam takowych. Wiadomo, kupując i korzystając ze starego aparatu należy się pogodzić z pewnymi ograniczeniami. Aha, jednym z minusów, które mnie na początku nieco mierziły to były osobne okienka dalmierza i celownika, jednak w momencie kiedy rozdzieliłem je sprawiedliwie pomiędzy oboje oczu, ten minus przeszedł do lamusa i został jeden. Otóż jak dla mnie minusem jest to, że alternatywnym formatem jest 4,5x6cm. Co prawda i tak nie mam odpowiedniej wkładki, ale czułbym się bardziej komfortowo, gdyby kamera była przewidziana do formatu 6x6cm, może nawet chałupniczo bym wtedy wydłubał, atak...? Na koniec zostawiłem minus największy, ale związany raczej ze mną, niż z aparatem. Otóż nie posiadam powiększalnika umożliwiającego wykonywanie odbitek z formatu 6x9cm, ale mam nadzieję, że kiedyś to się zmieni.

Dziękuję za uwagę, dobranoc i powodzenia!


Fig. 8 
Fig. 9 

Fig. 10
Fig. 11
Fig. 12


Na zakończenie kilka zdjęć wykonanych opisywanym aparatem:

Fig. 13
Dom Zły
Lublin, ul. DMP 66
zdjęcie wykonane a obecności Jacka


kodak tri-x 320@320
fomadon W-27 EXCEL 1:3
25*C 11'00''
0-1'+10''/1'

Fig. 14
Gdzie król chodził piechotą
Rzeszów, ul. Króla Augusta 16

efke r50 50@50
rodinal 1:100
22 => 24*C 14'30''
0-1'+2x/1'
Fig. 15
Trójkąt Bermudzki
Rzeszów, ul. Króla Augusta

efke r50 50@50
rodinal 1:100
22 => 24*C 14'30''
0-1'+2x/1'
Fig. 16
Jest taki samotny dom
Rzeszów, ul.Kopernika 5, zdjęcie wykonane w obecności Żółtego Szlafroczka z Towarzyszką

fujifilm neopan 100 ACROS 100@100
tetenal ultrafin plus 1:6
19°C 11'45'' (n+0)
0-1'+4x/1'
Fig. 17
Google Earth
Rzeszów, gdzieś

Kodak Ektar 100
Fig. 18
Zapiekanka rzeszowska
Rzeszów, Pomnik czynu Rewolucyjnego

fujifilm neopan 100 ACROS 100@100
tetenal ultrafin plus 1:6
19°C 11'45'' (n+0)
0-1'+4x/1'
Fig. 19
Hymn jedności bluesmanów vol. 1
Park jedności z macierzą, Rzeszów, ul. Ł. Cieplińskiego

rollei R3 @200ASA
rollei rhs 1:7 18*C
17'00'' 0-1'+1x/30''
Fig. 20
R.N.A.
Rzeszów, wiadukt śląski

efke r50 50@50
rodinal 1:100
22 => 24*C 14'30''
0-1'+2x/1'

poniedziałek, 30 stycznia 2012

Tańcowały dwa Michały

Właściwie to nie wiem czy mogę dać taki tytuł, czy nie. Wszak cytat ten jest własnością intelektualną spadkobierców p. Juliana Tuwima, a ja nie zapłaciłem za prawa do niego. Ale cóż, mam czas do ratyfikacji ACTA, w międzyczasie tytuł zmienię jeszcze nie raz.

Ale do rzeczy, bo my tu gadu-gadu, a salceson się ciepli. Znaczy grzeje. Dziś w dwóch zdaniach opiszę Państwu dwa telekonwertery makro, jeden z mocowaniem canon FD, drugi z mocowaniem olympus OM.

Fig. 1 
Fig. 2




Zasadniczo jest to ten sam przyrząd optyczny, ale z różnymi mocowaniami. Chyba nie muszę dodawać, że telekonwerter był produkowany także z bagnetami innych producentów aparatów fotograficznych. Telekonwerter w pozycji ze zdjęcia pierwszego pracuje jak normalny telekonwerter, zwiększający ogniskową dwukrotnie. Natomiast na drugim zdjęciu, oba telekonwertery mają pierścienie przekręcone tak, aby z obiektywem 50mm dawać odwzorowanie 1:1 przy odległości minimalnej odległości ostrzenia ustawionej na obiektywie. Telekonwertery przenoszą z obiektywu do aparatu dane o przysłonie (w przypadku canona, posiada także popychacz informujący o wartości otworu wejściowego), dzięki czemu aparat z telekonwerterem pracuje w pełnym automacie. Telekonwerter przystosowany do współpracy z canonem FD, posiada także pierścień umożliwiający pracę ręczną (M) lub automatyczną (A) przysłony. Z optycznego punktu widzenia, jest to konstrukcja siedmiosoczewkowa, pięcioelementowa. Soczewki posiadają warstwy przeciwodblaskowe typu MC.

Fig. 3 OM
Fig. 4 OM
Zasadniczo jakość zdjęć z telekonwerterem jest bardzo dobra, z jednym "ale". Tym "ale" jest konieczność przymknięcia obiektywu o minimum trzy działki przysłony, inaczej dostajemy mydło tak jak na obrazku nr 4. Osobiście mnie nie przeszkadza to, ale Ci którzy będą robić atlas małych żyjątek, powinni o tym pamiętać.

Pozdrawiam staroangielskim:
Tally ho!