Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ciemnia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ciemnia. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 10 lutego 2014

Autostradą do piekła

  Mówią, że ciekawość to pierwszy krok do piekła. A ja Wam mówię, że jeśli to jest piekło dla perfekcjonistów to gotów tam jestem pojechać choćby i autostradą.

  Ale właściwie o co chodzi? Ano na forach pojawiają się pytania: z czym to się je? Czym popija? Czym zakąsza? Prawdę powiedziawszy nie wiem i wiedzieć nie chcę. Ale ostatnio coś mnie tknęło i postanowiłem sam się dowiedzieć, kiedy jeden z kolegów spytał o protopana 400. 

  Kupiłem zatem na dobry początek cztery rolki małego obrazka. Kiedy film dotarł, oczom mym ukazała się kaseta po jakimś nie wiadomo czym, z naklejoną etykietą protopan 400. Oprócz informacji, że film jest czarno-biały i że ilość filmu zwinięta w kasecie pozwala wykonać 36 ekspozycji, nie znalazłem na niej nic więcej godnego uwagi. Ale co tam. jak testować, to testować. 

  Korzystając zatem z wolnej soboty, a właściwie wolnego sobotniego popołudnia, załadowałem filmem olympusa OM-2n, nakręciłem pierścienie pośrednie vivtara, na to założyłem zuiko 3,5/50 macro, całość na sanki, a sanki na statyw i rozpocząłem polowanie na makro kadry. Aha, ma się rozumieć, że na aparacie nastawiłem 400ASA, żeby nie było. Pierwsza klatka, druga taka sama tylko +1EV i trzecia +2EV. pstrykam, pstrykam. Nagle! Śmieszna sprawa, aparat nie reaguje na zmianę przysłony. Myślę, pewnie baterie kupione za darmochę w hipersupermegamarkiecie słabują, ale nie, nie słabują. Zmiana na inne baterie, to samo. Przepuściłem tak chyba z dziesięć klatek i wtedy tknęło mnie, żeby sprawdzić pierścienie. I znalazłem winowajcę. Jeden z pierścieni miał zgięty popychacz, który jest odpowiedzialny za przenoszenie wartości przysłony do pudełka. Po wyprostowaniu popychacza kombinerkami praca aparatu wróciła do normy, a ja wróciłem do zdjęć. Film skończyłem, zwinąłem i popełniłem, jak się później okazało, pierwszy, lecz czy nie ostatni, kardynalny błąd. Wyjąłem film w świetle. Co prawda stałem plecami do okna, osłaniając aparat swem ciałem, ale na niewiele się to zdało. 

  Mając naświetlony film, należało go wywołać. Na cyfrowej prawdzie, dla tego filmu są czasy dla wywoływaczy, których albo nie mam, albo nie używam, bo rodinal. Dlatego postanowiłem eksperymentalnie wywołać go w moim zmodyfikowanym id-68, który dla prostoty nazywam id-68plus, albo id-68mod, albo id-68+. Modyfikacja opiera się na zwiększeniu dwukrotnym ilości fenidonu z 0,13g do 0,26g i bromku potasu z 1g do 2g. Jako że czasu nigdzie nie mogłem znaleźć, założyłem, na podstawie innych filmów, że powinno wystarczyć 12 minut w 20 st. C. Czy wystarczyło? To się miało okazać po około dwudziestu minutach. Ale zanim wlałem wywoływacz, postanowiłem zgodnie z katolickim zwyczajem, poddać film płukaniu w wodzie czystej, kranowej i zdrowej. Wyobraźcie sobie moje zdziwienie, kiedy z koreksu wylałem wodę w kolorze zeszłorocznego śniegu, nieprzyzwoicie czarnego. Drugie płukanie i woda wylewa się błękitna. "Hmmm..." - myślę, wygląda znajomo, przeszukałem szybko notatki i myślę, że te dwanaście minut, faktycznie powinno być OK. Tym bardziej, że ilford i protopan w jednym stali koreksie (co ma do rzeczy ilford nie wiem, nie pamiętam, nie znam się, może razem wołałem?)... Tak czy siak, dwanaście (a właściwie 13'30'' bo woda miała 19*C) minut wołania, przelanie szybkie wodą i trzy minuty w zasadowym przerywaczu Moersch'a, płukanie metodą ilforda i wyciągamy, znaczy ja wyciągam, ale myślę, że opis tak poetycko malarski, że czujecie się jakbyście tam byli ze mną. Czujecie? To nie ja, jakby co. Jakie pierwsze odczucia? Nie dość że maska błękitnawa, a podłoże liche, to na dodatek wyszło słabo, to znaczy cienko. Wniosek, albo następnym razem palić na 200ASA, albo wołać dłużej. Aha, jak cienko? Ano tak, że musiałem powiększać przez filtr nr 5., żeby coś strawnego uzyskać. Poniżej skany negatywu.





  Wierzcie, albo nie wierzcie, ale tu aparat robił na pałę. Dopiero za chwilę miałem się opamiętać. 


  A za tą tapetą, to wierzcie mnie, lub nie, ale zjeździłem cały Rzeszów i bliższe okolice. 




  Film nie dość, że niebieskawy, to jeszcze na podłożu PET, albo na czymś podobnym (nie wiem, nie robiłem próby spaleniowej, ale zrobię, bo mi kawałek został). To podłoże tak się elektryzuje, niczym Rosja za władzy rad. Tu skany, więc pół biedy. posiedzi się nad foto szopą i się wstempluje, a pod powiększalnikiem większa bieda. Bieda szczególna, bo mimo użycia ramek bezszybkowych, mimo dmuchania niczym wielki zły wilk i tak za każdym razem jakiś paproch paskudny zostawał. I jeszcze jedno. Podłoże PET czy też inne, działa jak światłowód, przez to i przez swoją nieuwagę doprowadziłem do tego, że pierwsza klatka na filmie była tak zaświetlona, że nie nadawała się do Nietzschego. Absolutnie!

Oriental vc-fb ii warmtone

Ilford mgw.1k


  Na co jeszcze zwróciłem uwagę powiększając? Że film ów ma bardzo duże ziarno. Powiększając na papier 20x25cm nie spodziewałem się takiego. Bo gdybym się spodziewał, to bym wołał w rodinalu. Ha!

  Wyniki pierwszego wołania, zmusiły mnie do pewnych przemyśleń. Przemyślenie pierwsze: jeśli chcemy się zbliżyć do czułości pudełkowej i uzyskać cywilizowaną gęstość negatywu, należy wydłużyć czas wołania. Wykoncypowałem sobie piętnaście minut i tak właśnie drugi film wywołałem. Przemyślenie drugie: czarna woda i niebieskawe podłoże to niechybny znak, że trzeba sprawdzić film w podczerwieni. I taki był plan na niedzielę, ale niestety w niedzielę nie dopisało słońce, odłożyłem więc drugą część testu na bliżej nieokreśloną przyszłość. Nie mogły to być ani poniedziałek, ani wtorek, bo wtedy szedłem do pracy na rano, a zieloności w aptece tyle co na lekarstwo, czyli nic. No dobra, jest jeden storczyk, ale ktoś mi wlezie i buła, a nie fotografia tradycyjna będzie.

  Dopiero w środę udało się zgrać zmiany ze słońcem. zawiozłem Córkę do przedszkola, a sam odmawiając sobie nie tylko śniadania, ale i porannej kawy, zabrałem się za fotografię podczerwoną. Zestaw rejestrujący był ten sam co w sobotę, z tą różnicą, że dodałem filtr hoya r72. Nigdy nie robiłem makrofotografii podczerwonej w zimie, w dodatku przez szybę, postanowiłem zatem jak poprzednio wykonać trzy ekspozycje:

f/16
1s


f/11
1s

f/8
1s

f/3,5
1/15s

f/3,5
1/8s

f/3,5
1/4s

  Test na szybcika wykonany, ale nie da się ukryć efektu Wooda. Zastanawia mnie jedynie fakt, że na przysłonie f/3,5 wyszło lepiej, niż na przysłonie f/16. Trzeba by to powtórzyć, jak tylko wybuchnie zieloność. 


  Na pączkach efekt Wooda widoczny takoż. Ekspozycji nie pamiętam. 


  To zdjęcie mnie zastanawia, bo miało wyjść lepiej, a wcale tak nie wyszło. 




  No, ale nie da się ukryć, że pióro wyszło pierwsza klasa, nawet jakieś szczegóły widać między żeberkami spływaka. 


  A na opinelku to takie przejścia tonalne, że jak na Abbey Road. 

  A poza tym? No poza tym film nadal wygląda cienko, ale już lepiej niż za pierwszym razem. Nie miałem czasu go powiększyć, ale podejrzewam, że znowuż trzeba się będzie trzymać filtracji w okolicach 3 - 4. Wniosek jednak mój jest taki, że jak chcesz się bawić za 11zł/rolka, to się baw. Ja tam wolę zrezygnować z jednego piwa i dołożyć do tri-x'a. 

  Mój trud skończon.


PS.Aaha, pozostaje jeszcze wyjaśnienie tytułu. Otóż podejrzewam, że to jest nic innego, jak jakiś wynalazek rejestrujący w podczerwieni, a wykorzystywany wcześniej, jako film rejestrujący w fotoradarach. Coś jak rollei retro 80s i 400s. Przy czym nie jest to ten sam film, podobny ale inny, ale równie wątpliwy jak na mój gust.

wtorek, 31 grudnia 2013

pal go sześć!

  Wygląda na to, że to ostatni wpis w tym roku. Cóż poradzić? W sumie nic. Można kupić dwa kace, ale po co komu aż dwa? Mnie to i jeden za dużo. Ale do rzeczy, jak to mówi jeden redaktor, podżegacz wojenny.

  Jakiś czas temu dostałem od kolegi z KOREX'u slajd z metra. Właściwie to film pozytywowy kinematograficzny. Konkretnie był to kodak e100d. Ale nieważne. Kolega mnie uprzedził, że film barwi wszystko na różowo - landrynkowo i żeby uważać, jak się będzie oddawać do labu, bo maszynę zaświni i pretensje po tym tylko. Cóż więc zrobić? Poszedłem po rozum do głowy, ale rozumu znaleźć nie mogłem, błądziłem, pomocy wołałem, odpowiadał mi tylko wiatr. Zupełnie jak u Dylana, toczka w toczkę! W międzyczasie inny kolega z AO sprzedawał pół chemii tetenala do trój-kąpielowego procesu e6. No to kupiłem. Kiedy już miałem naświetlone slajdy i potrzebną do wywołania ich chemię, nie zostało nic innego, jak zamknąć się w ciemni, nawinąć film na szpule koreksu, gorącej wody do zlewu nalać, wygrzać wszystko zussammen i z osobna też i wywołać. Dokładny opis przebiegu wołania można znaleźć w instrukcji tetenala, nie dość, że oryginlalnej, to jeszcze w pedeefie do pobrania i wydrukowania. Od siebie tylko dodam, że należy warto trzymać się temperatury w stopniach Fahrenheita, bo jednak co 100°F to nie to samo co 38°C, a i widełki tolerancji też już nie te. No i na termometrze patersona jakoś lepiej się sprawdza 100°F±0,5°F, niż 38°C±0,3°C. Aha, wołając tego kodaka od Radka, postanowiłem go dokładnie wypłukać przed wołaniem. Pierwsza woda wyszła słomkowa, ale druga to już była solidna malina. Trzecia woda to już taka blada, jak po kisielu. Tak czy siak, ogólnie proces e6 równie prosty jak c41, aczkolwiek nieco stresujące jest płukanie między pierwszym wywoływaczem (FD), a wywoływaczem kolorowym (CD), bowiem zalecane jest utrzymywanie stałej temperatury 100°F, a i butelkę z CD nie za bardzo można wyjąć (ani wody ze zlewu wylać), bo ta kąpiel też musi mieć 100°F. W każdym bądź razie, mnie się jakoś udało wypłukać i nie schłodzić za bardzo drugi wołacz. Potem zlew można odkorkować, bo utrwalacz wybielający (BX) i stabilizator nie muszą mieć aż tak restrykcyjnie utrzymywanej temperatury.

  Podsumowując. W circa about pół godziny mamy wywołane dwa slajdy. Szpule czyste, wbrew temu co mi pisał Radek, zafarbu na slajdzie nie stwierdzono, także tego.

  Życzę Wam staropolskim zwyczajem hucznego sylwestra i do siego roku!
Tally ho!

"Stykówka"
Epson v700; vuescan


Szafranka czerwona (?) Crocothemis erythraea
olympus om-4ti, zuiko 3,5/135, pierścień makro, ręka
Park Solidarności, Rzeszów, Podkarpacie







piątek, 24 maja 2013

Tetenal Ultrafin PLUS

Tetenal Ultrafin PLUS

Miłe złego początki

Posiadaczem tego wywoływacza stałem się niejako z przypadku. Otóż będąc młodym ciemniakiem na rubieży, nie znając miasta Rzeszów, poprosiłem swą szanowną Rodzicielkę o dokonanie zakupu, jakiegoś najtańszego wywoływacza negatywowego w sklepie dla fotoamatorów, mieszczącego się przy ul. Kruczej w Lublinie (dla niekojarzących tego sklepu dodam, że mieści się on w suterenie (staropolski sklep to nic innego jak właśnie suterena) niedaleko lokalu, w którym był kiedyś Pewex). Ale do rzeczy. Otóż Matce mojej, bardziej zielonej ode mnie w sprawach ciemniowych, ekspedient polecił jedyny nieprzeterminowany wywoływacz jaki miał, to jest wspomniany Tetenal Ultrafin PLUS, konfekcjonowany w tym przypadku w butelkę 1 litrową.

Pierwsza randka

Opakowanie wywoływacza zawiera oprócz butelki wywoływacza, konfekcjonowanego po 0,2l lub po 1l dwie ulotki. Jedna z nich zawiera specyfikację wywoływacza w różnych językach (niestety brakuje języków słowiańskich), druga zawiera tabelaryczne zestawienie czasów wołania popularnych filmów czarno-białych w wywoływaczach Tetenala. w tabeli tej podane są czasy wołania dla gęstości negatywu 0,55G i 0,7G. wszystkie czasy podane są dla temperatury 20°C. podane są też czasy dla dwóch metod obracania koreksem, co 3 sekundy i co 1 minutę. Aby przeliczyć czas wołania dla innej temperatury, należy się posłużyć książeczką pierwszą, podobnie w przypadku korekcji czasu wołania podczas forsowania.

A teraz coś z zupełnie innej beczki

Tetenal Ultrafin PLUS jest wywoływaczem, jak sama nazwa wskazuje, bardzo drobnoziarnistym. Producent podaje, że nadaję się on do wywoływania negatywów z kryształami T, jak i do wołania negatywów klasycznych. Jest też polecany do wywoływania forsownego. Koncentrat można rozcieńczać w stosunku 1:4 lub 1:6, a roztwór roboczy, w ten sposób uzyskany jest roztworem wielokrotnego użytku. Tetenal w instrukcji informuje, że w litrze roztworu 1:4 można wywołać do 12 filmów, przedłużając czas wywoływania za każdym razem o kolejne 10%. W przypadku rozcieńczenia 1:6 brak jest danych producenta odnośnie korekcji czasu wywoływania.
Gwoli ścisłości, z buteleczki zawierającej 200ml esencji można sporządzić litr r-ru roboczego 1:4, lub 1400ml r-ru 1:6, z litra koncentratu można sporządzić 5 litrów r-ru 1:4 (60 filmów) lub 7 litrów r-ru 1:6.
Trwałość koncentratu po otwarciu producent określił na 6 miesięcy, ale z własnego podwórka wiem, że koncentrat trzyletni (!) zachowuje wszystkie właściwości. Co prawda mój był już nieco zżółkniały, wytrącił się grubokrystaliczny osad i ciut pachniał amoniakiem, ale po dokładnym wymieszaniu pracował jak należy, aż do samego końca.
Roztwór roboczy jest dość trwały, zarówno w stężeniu 1:4, jak i 1:6, mimo że producent piszę co innego. Mnie osobiście zdarzyło się wywoływać w roztworze 1:6, który stał już około 3 miesięcy i w międzyczasie wywołał 12 filmów (6 wsadów po 2 filmy - koreks JOBO 1520 - tj. 500ml). Oczywiście przed wywoływaniem, należy zawsze sprawdzić, czy wywoływacz pracuje jak należy. Jak pisałem, producent nie podaje korekcji dla wołania kolejnych wsadów w rozcieńczeniu 1:6, ale doświadczalnie ustaliłem, że dodanie 20% do czasu wyjściowego, w pełni spełnia swą rolę. W świetle moich eksperymentów, tj. wywołania 14 filmów w 500ml r-ru 1:6, wydajność koncentratu można określić na 186 filmów, ale nie radzę tego powtarzać w domu, do czasu aż nie potwierdzę moich wyników na świeżym wywoływaczu.

Po owocach poznacie ich

Tetenala Ultrafin PLUS najczęściej używam w rozcieńczeniu 1:6, stosując czasy dla głowicy kondensorowej, tj. dla kontrastu o współczynniku gamma 0,55. Ponieważ producent po macoszemu traktuje rozcieńczenie 1:6, niektóre czasy wyznaczam posiłkując się tabelą dla Ultrafina, albowiem zauważyłem podobieństwo czasów dla rozcieńczeń 1:10 U i 1:6 U+. Ostatnio w ten sposób z powodzeniem wywołałem ORWO NP22, uzyskując czułość pudełkową tego negatywu, który jak by nie patrzeć, jest przeterminowany niemalże 20 lat. To też jest ważna cecha U+, że wyzyskuje czułość podaną przez producenta w 100%.
Jak już wspomniałem, jest to wywoływacz bardzo drobnoziarnisty. Negatywy wywoływane w U+, zachowują tak drobne ziarno, że problemem staje się w niektórych przypadkach, ostrzenie powiększalnika na ziarno (Fujifilm Neopan 100 ACROS). Pomijając ten "drobny" szczegół muszę przyznać szczerze, że negatywy wołane w U+ bardzo dobrze się kopiuje, oczywiście jak zawsze trzeba poprawić to i owo, czy to wysłanianiem, czy to splitem, ale zasadniczo nawet początkujący ciemniak poradzi sobie z negatywami wywołanymi tą wywojką.
Należy też wspomnieć w tym miejscu, że bardzo łacno skanuje się filmy wołane w U+, zwłaszcza jeśli woła się pod kondensor.

This is the End, my only friend, the End

W tym miejscu powinno się znaleźć podsumowanie, z wyłuszczonymi zaletami i wadami, ale nie ukrywam, że jestem tak zauroczony tą wywojką,  że obiektywizmu we mnie tyle co nic.

Pozdrawiam Was staroangielskim
Tally-Ho!

ps. starą broszurę tetenala, można pobrać z tej strony: http://www.blende7.at/datenblaetter/tetenal/entwicklungszeit-SW_tetenal.pdf

wtorek, 4 grudnia 2012

Orzeł wylądował







olympus om-2n, olumpus zuiko 2,8/28, olympus f-280,
ilford hp5+ 400@800, ilford id-68, jobo 1510, vuescan, gimp.

ilford hp5+ 400@800
ilford id-68 1:1,5
21°C 8'50''
3''

Dziś więcej nic nie napiszę. Mam jakiś katzenjammer od wczoraj. Od przed-przedwczoraj. Zamknąłbym się w ściemni i nie wychodziłbym, ale się nie da. Niestety.

środa, 7 listopada 2012

Split grading -- metoda rozdzielonych kontrastów

   Wymyśliłem sobie. A co? Że opiszę sobie, językiem ezopowym, metodę rozdzielonych kontrastów. No ale samo wymyślenie nie wystarczy, trzeba coś więcej. Siedzę sobie tedy i tak myślę, jak by to opisał Ezop? Jaką przypowieścią okrasiłby ten wywód? Jakie zwierzątka zaprzągłby, aby opisać publiczności tajniki mieszania kontrastów? Nie wiem, ale podejrzewam że osły.

  Mianem wstępu, o co chodzi? Otóż chodzi w tej metodzie o to, że mając papier zmiennokontrastowy, naświetla się go dwoma różnymi filtrami, jednym filtrem odpowiedzialnym za niski kontrast i drugim, odpowiedzialnym za kontrast wysoki. Ja posługuję się dwiema skrajnymi nastawami głowicy kolorowej meochrom II, tj. żółtą o wartości 180 (00) i purpurową o też o wartości 180 (5). W moim przypadku taka filtracja wystarczy w zupełności, ale jeśli ktoś ma inne potrzeby niż ja, to może spróbować z filtracją mniej radykalną.

  Postaram się teraz przedstawić pokrótce drogę do uzyskania powiększenia metodą rozdzielonych kontrastów na przykładzie zdjęcia wykonanego na filmie efke kb100@100, wywołanego w hydrofenie W-17. Powiększenie zrobiłem na papierze ilford x-press, wywołanym w patersonie acugrade 1:9. Jeśli chodzi o hardware, to był to powiększalnik opemus 5 z głowicą kolorową meochrom II i z  obiektywem durst neonon 2,8/50.

  W pierwszej kolejności szukamy czasu dla filtracji 00, w moim przypadku jest to filtracja żółta o wspomnianej wartości 180. powinniśmy uzyskać coś mniej więcej takiego:


  Pasek naświetlałem skokiem co 0,5 s, przy przysłonie f/11. Można się wahać między dwiema sekundami, a dwiema i pół sekundy (skan jest nieco ciemniejszy niż powiększenie, dlatego ja wybrałem piąty, mimo że tu wygląda lepiej czwarty), dlatego dla pewności lepiej wykonać pasek, na którym porównamy odwzorowanie świateł (bo o nie tu w tym przypadku chodzi) i tedy na 100% zdecydować o czasie naświetlania. Kiedy mamy już czas ów, dla spokoju naświetlamy próbkę przekrojową. Ja ten krok pominąłem, czego obecnie żałuję, bo nie pokażę, jak wyglądałoby zdjęcie naświetlone tylko z filtrem żółtym. Próbki z samą purpurą też nie mam, co czyni mój wpis mało merytorycznym. Kiedy już się do tego przyznałem, możecie skończyć lekturę i pójść na gorącą czekoladę, bo chłodno dziś jakby. Ale wracając do tematu, teraz przechodzimy do znalezienia czasu naświetlania cieni, do czego wykorzystamy filtr purpurowy ustawiony na wartość 180 (5). Po pierwsze naświetlamy próbkę przez filtr żółty w czasie znalezionym przed chwilą (tutaj 2,5 s), zanim poparzyliśmy usta czekoladą na gorąco. Teraz nie ruszając papieru, ani powiększalnika, zmieniamy filtr na purpurowy (tu głowica kolorowa ma przewagę nad filtrami w szufladzie, bo cały proces można przeprowadzić bez zbytniego szarpania powiększalnikiem) i naświetlamy próbkę (już naświetloną przez filtr żółty). Dobrze zostawić jest jeden pasek tylko z filtracją miękką, u mnie jest on pierwszy z lewej:


  W tym wyjątkowym przypadku, przysłona i skok pozostały bez zmian, tj.: f/11 i 0,5 s. Na powyższym pasku do porównania pozostaje nam czas 1,5 s i 2,0 s. oczywiście należy, w razie wątpliwości, wypróbkować. Ja się zdecydowałem na dwie sekundy i nie żałuję.

  Kiedy zdecydowaliśmy już odnośnie ekspozycji, sprawdzamy czy wszystko leży na swoim miejscu, nożyczki, ołówki, gumki recepturki, jednym słowem wszystko. Jeśli tak, to wkładamy papier i naświetlamy go w takiej kolejności, jak robiliśmy próbki, tj. najpierw filtracja żółta, potem purpurowa. Odwrócenie kolejności naświetlania może dać inny kontrast, niż ten który wypróbkowaliśmy (sprawdzone własnym okiem i szkiełkiem). Oczywiście krok ostateczny, też możemy poprzedzić paskiem testowym, a w przypadku dużych powiększeń powiem nawet, że musimy. W moim przypadku, wybranym na użytek tego wpisu, zdjęcie jest tak wybrane, żeby sprawiało jak najmniej kłopotów, dlatego to co wybrałem, od razu naświetlałem, ale w innym przypadku... Tak czy siak, końcowe powiększenie wygląda mniej więcej tak:

Marco Cippolini is back
OM-2n, Zuiko 1,8/50
efke kb100@100 hydrofen w-17
x-press fomatol h

  Zdjęcie może się jawić jako zbyt ciemne, ale jak pisałem, skaner pociemnił je bez pytania. Dla porównania skan negatywu:



  Na deser dorzucę jeszcze skany trzech innych odbitek wykonanych metodą rozdzielonego kontrastu. Wszystkie wykonane na papierze tetenal vario RC 310, wywołane w patersonie acugrade.




  
  Dziękuję za uwagę i pozdrawiam.

PS. Za jakiekolwiek zniszczenia w ciemni, uszczerbek na zdrowiu, zmarnowane ryzy papieru i przelane hektolitry wody autor nie bierze odpowiedzialności i basta!
PPS. W przypadku powiększania na barytonie pamiętajcie, że papiery barytonowe po wyschnięciu są ciemniejsze niż kiedy są mokre. W tym przypadku bez suszarki ani rusz. Tylko uważajcie, żeby żonina suszarka nie wpadła do wywoływacza, lub co gorsza utrwalacza, żona się zdenerwuje, obrazi i po co Wam to? Ogólnie w tym przypadku kobitki mają lepiej.

piątek, 2 listopada 2012

Drugie koty za płoty

Zgodnie z obietnicą, podzielę się z Wami odczuciami na temat receptury Ilforda ID-68.
Bez owijania w bawełnę, tudzież inne włókna naturalne, ani w syntetyczne, zaiste jest to drobnoziarnisty wywoływacz. Dane mi było porównywać m.in. średnioformatowego acrosa wołanego w ultrafinie plus z wołanym w ID-68 i powiem Wam jestem w tak zwanym szoku, ten wołany w ID-68 był bardziej powabny. Podobnie ma się rzecz z małoobrazkowym HP5+. Niestety wywoływacz posiada pewien minus, pracuje dość kontrastowo, choć między Bogiem, a prawdą wszystko wyjdzie w praniu, czyli na papierze, bo na skanerze to sobie można.

A teraz przejdźmy od słów do czynów. Oto kilka kadrów z filmów wołanych w skromnie opisywanym wywoływaczu:

Bullroarer

Bulba

Pij bracie, pij

Purchawka

Purchawki

Narośl
Powyższe kadry były wykonane na ACROSie 100@100, wołane w ID-68 1:1 wg. schematu:
fujifilm neopan 100 ACROS @100
ilford id-68 1:1
21°C 10'45''
0-1'+4x/1'








W ruchu
Gramofon Nr 1
Gramofon Nr 2
 Makro zegarkowe wołane wg. schematu:
ilford hp5+ 400@400
id-68 1:1
21,5°C 10'15''
0-1'+4x/1'


Purchle
Samotnik
Kapelutek w kapeltku

Narośl

Makro grzybowe wołane wg. schematu:
ilford hp5+ 400@400
ilford id-68 1:1
21°C 10'45''
0-1'+4x/1'

Pozdrawiam i mówię: "do zobaczenia wkrótce".

piątek, 19 października 2012

Czujesz to? To hydrochinon...

"You smell that? Do you smell that? Phenidone, son. Nothing else in the world smells like that. I love the smell of phenidone in the morning."
Lieutenant Colonel William "Bill" Kilgore

Stało się! Wczoraj dostałem paczkę z chemią, a właściwie z substancjami chemicznymi, koniecznymi do samodzielnego montażu różnych fotograficznych trucizn. Tak się podjarałem, że aż mnie rozbolała głowa. Po powrocie do domu, bez chwili zwłoki zmontowałem sobie ilfordowski ID-68, określany jako Microphen®. ID-68 jest wywoływaczem uniwersalnym, drobnoziarnistym (rozpuszcza ziarno). Niektórzy porównują z hydrofenem (N-10, W-17). W sumie oba są wywoływaczami typu PQ (fenidon-hydrochinon). Co więcej, ID-68 dodaje pół działki do czułości pudełkowej, nie zwiększając przy tym ziarnistości negatywu. Wraz ze wzrostem rozcieńczenia zwiększa się ostrość brzegowa oraz przejścia tonalne.
Tak czy siak, mieszając chemikalia przez chwilę poczułem się, jakbym znowu był na studiach - uwielbiam mieszanie bagietką, a co! Na ile skład ID-68 opublikowany w kucharskiej książce Anchella pokrywa się z konfekcjonowanym Microphenem® nie wiem, ale nie omieszkałem już go wykorzystać do wywołania HP5+ 400@400 (w rozcieńczeniu 1:1 - czas jak dla Microphenu® - 12 minut w 20 st. C). I zdaje się, że przewołałem, tak na oko pół działki. Cóż, następnym razem wywołam w rozcieńczeniu 1:3, powinno być delikatniej. HA!

Dalsze wieści z frontu chemicznego, mam nadzieję, już wkrótce.
Tally Ho!

PS. Z ostatniej chwili. Jednak nie przewołałem/prześwietłiłem. Wszystko wygląda cycuś-glacuś. To lubię (zwłaszcza że raczę się skrzynką z francuskiego hipermarketu - służbowo, na statek).

poniedziałek, 14 maja 2012

Pierwsze koty za płoty

Długo to trwało, ale się w końcu zdobyłem i kit tetenala do C-41 na pół litra sobie rozcieńczyłem. Wołałem w jobo 1520, ręcznie w łaźni wodnej w zlewie ceramicznym pewnej szwedzkiej sieci meblowej. Temperaturę mierzyłem termometrem patersona, przewrotki non stop ręcznie. Nie mam dokumentacji zdjęciowo-medialnej, ale wierzcie mi, że wyszło zacnie. Negatywy już się prostują i przy najbliższej okazji wrzucę je na skaner. Teraz czas na proces RA-4 i E-6, ha!

czwartek, 22 marca 2012

Ściemnia

Własna ściemnia to jest to. To nie żarty. Oczywiście nie jest to dla Was żadnym nihil novi, jak mawiali starożytni Rzymianie. Dla mnie też nie. Natomiast zupełnym novum jest dla mnie ściemnia stacjonarna, dostępna z korytarza. Ot, kończę zmywać naczynia, i zamiast wejść do kajuty, którą ma po lewej ręce, idę prosto do ściemni. A tam inny świat. Od progu oczekuje na powiększalnik, dalej "mokry stół", koreks, chemia... jednym słowem żyć nie umierać. A gdyby tego było mało, na półce pod sufitem mam wiertarkę, udarową, zawsze można powiercić. Tak czy siak wdzięczny jestem projektantowi, że przewidział dwie łazienki, z których jedną mogłem przeznaczyć na ściemnię. Wdzięczny też jestem mej kochanej Małżonce, że na ową adaptację pozwoliła. Kończę zatem staropolskim "adoptuj, adaptuj i ulepszaj" i udaję się trochę pościemniać.


Tally Ho!


Olympus OM-2n, Zuiko Auto-W 2,8/28mm

ilford hp5+ 400@400
tetnal ultrafin plus 1:6
20°C 16'45'' (n+4, x1,4)
0-1"+1x/30''